Zapowiadają się gorące, upalne dni!
Czy macie ochotę na miętowe odświeżenie?
Po ,,wejściu'' z tak intensywnym makijażem jaki pokazałam Wam ostatnio postanowiłam stworzyć coś bardziej codziennego. Czy dziwi Was to, że wybór padł na miętę?
Jeszcze niedawno nie przepadałam za tym kolorem, ale skoro w tym sezonie mięta gości wszędzie, zaczynając od obuwia, poprzez ubrania, aż do cieni do powiek i lakierów do paznokci, skusiłam się na nią i ja. Mam nadzieję, że efekt Wam się podoba :)
Jak widać na zdjęciach, czuję się w tym kolorze świetnie!
Wydaje mi się, że dobrze współgra z moim typem urody.
A Wy, czy macie już coś miętowego w swojej szafie lub kosmetyczce?
Czego użyłam?
Nie obeszłabym się bez palety Manly <3
Jednak większość makijażu jest wykonana matowym lawendowym cieniem Mariza. Wukorzystałam go jako bazę dla miętowej kreski tuż nad linią rzęs.
+ pudrowy podkład Mariza i puder również tej samej firmy.
Wkrótce chciałabym tu zamieścić opinię o pudrowym podkładzie Mariza. Jest to dla mnie o tyle kontrowersyjny kosmetyk, że o ile na początku byłam nim zachwycona, o tyle później moja sympatia szybko przygasła na rzecz podkładu balansującego Mariza. Oba kosmetyki mają swoje plusy i minusy, zbieram o nich różne opinię. Nowy post już wkrótce!
A jeśli chcecie same przetestować kosmetyki, którymi ja i moje znajome jesteśmy miło zaskoczone to zapraszam do obejrzenia katalogu KLIK
i złożenia zamówienia: lidku@o2.pl :)










